"Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo" Jak mawiał Kubu ś Puchatek, A. A. Milne, 1926. przeł. Irena Tuwim, Warszawa 2018 PI ĄTEK - 18 lutego 2022 r. 10.30 Uroczysta inauguracja Konferencji Sesja I: Hodowla pszczół jako podstawa gospodarki pasiecznej Prowadz ący: Filip Pastucha - LODR Ko ńskowola
Nigdy nic nie wiadomo! Cudza dusza - to mrok. Posłuchaj Ezza! Nie roztrząsajmy kwalifikacji moralnych tego Anglika, ale to przecież cudowny przykład ilustrujący moje teorie.
Zdjęcie: Teresa Kobiałka. Dni 20-22 stycznia upłynęły pod znakiem kolejnej intensywnej dawki wiedzy. Hasłem przewodnim tego wydarzenia było „Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo” (jak mawiał Kubuś Puchatek, postać z powieści A.A. Milne’a), co znalazło odzwierciedlenie w kilku wypowiedziach naukowców, jak choćby w zagadnieniach dotyczących selekcji pszczół i cech
Description "Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Ani z misiami, prosiaczkami, królikami, sowami" (Kłapouchy) Eeyore (c) Disney. Rebecca Autrey.
Pszczelarstwo w historii ludzkości. Człowiek zainteresował się pszczołami, a ściślej produktami pszczelimi, na długo przed powstaniem rolnictwa. Pszczoła żyje w Europie od czasów starożytnych, o czym świadczą skamieliny z trzeciorzędu znalezione w bursztynie bałtyckim. Najstarsze dowody zbierania miodu od pszczół znamy z
„Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo” - takie hasło przyświecało kolejnemu Międzynarodowemu Sympozjum Pszczelarskiemu w Pszczelej Woli. Konferencja, która rozpoczęła się 20 stycznia, trwała trzy dni.
Międzynarodowe Sympozjum Pszczelarskie pod hasłem „Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo” rozpoczyna się w czwartek (19.01) w Lublinie. Uczestnicy spotkania będą rozmawiać między innymi o kierunkach i wynikach badań realizowanych przez ośrodki naukowe w całej Polsce oraz o wdrożeniach i udogodnieniach przydatnych w codziennej pracy pszczelarza.
- Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Ani z misiami, prosiaczkami, królikami, sowami - Śpiewać Cieszyć się majem Niektórzy to mogą - Nie wszyscy mogą i któryś z nas też nie może. I w tym cała rzecz. - Chyba nie chcesz być zawsze nieszczęśliwy w dniu moich urodzin, co ? - Zbudowanie sobie chatki jest bardzo dobrym
Z pszczołami 🐝 nigdy nic nie wiadomo, jak mawiał Alan Alexander Milne 🤗 Zatem się dowiedzmy! Wyrusz z nami w podróż "SZLAKIEM PASIEK Z RECYKLINGU" i poznaj nie tylko nasze krainki, ale i doświadczonych pszczelarzy 🐝 💯
DZIKU - https://www.facebook.com/pages/Dziku/229196787206503?fref=tsKlip wykonał Patryk Sikora!http://flyout.plSzczególne podziękowania dla Tomka Januszewskiego
Mieis4n. Marcin Popławski 25 lipiec 2022 Zapewne wszyscy Szanowni Czytelnicy słyszeli o problemach z dostępnością cukru w sklepach, problem wydaje się dość dziwny, ponieważ w naszym kraju cukier robimy z buraków, zebranych jesienią zeszłego roku, gdzie zbiory 2021 były całkiem udane, nie ma też nadmiernego eksportu cukru do krajów ościennych. Podsumowując: cukrownie mają surowiec, przerabiają go cały czas a jednak w sklepach towaru nie ma. Dziwne, prawda?Otóż całkiem ciekawe wyjaśnienie znaleźli dziennikarze Bussiness Insider. Nie jestem fanem poziomu dziennikarstwa Onetu, jednak akurat w tej kwestii portal dotarł do bardzo cennych informacji: cukrownie połączone są z marketami za pomocą firm transportowych, zewnętrznych. Kontrakty na te transporty są raczej długoterminowe i choć zawierają klauzule zmieniające stawki, to jednak nie dzieje się to automatycznie i wzrosty cen paliw oraz braki kierowców zmuszają przewoźników do jeżdżenia na granicy kosztów. Gdy latem zapotrzebowanie na cukier wzrasta i markety zgłosiły konieczność większych dostaw, to za ponadnormatywne zapotrzebowanie przewoźnicy zaproponowali nowe, znacznie wyższe, stawki. Markety nie chciały wziąć na siebie nowych cen, w tak newralgicznym okresie letnim, kiedy cukier jest bardzo istotnym produktem i jego niższa cena u konkurencji, może jej dać dużą przewagę marketingową. Także cukier w Polsce jest, nie brakuje nam surowca ani produktów, lecz po prostu społeczeństwo będzie musiało przełknąć gorzką pigułkę podwyżek cen a żaden market nie chce być tym pierwszym, który społeczeństwu poda tę pigułkę. Okazuje się, że przy dystrybucji produktów masowych ceny transportu mogą mieć niebagatelne znaczenie dla końcowej ceny na półce. Jabłka również są produktem masowym, dlatego warto śledzić zachowania łańcuchów dystrybucyjnych inny takich produktów, bo wkrótce te same zależności możemy poczuć na swoich również odczuwają wzrost cen transportu i niejeden projekt eksportowy upadał przy nawet niewielkiej zmianie jego cen. To nie jest tak, że sadownictwo całkowicie upadnie w naszym kraju, bo sadownicy zarabiają coraz mniej. Przecież ludzie w Polsce jedli, jedzą i będą jedli jabłka, podobnie w krajach ościennych. Ten produkt jest i będzie potrzebny. Po prostu trzeba będzie się odnaleźć w nowych realiach rynkowych. Na znaczeniu będą zyskiwały bardzo krótkie łańcuchy dostaw, które generują najniższe koszty transportu. Rozbudowane połączenia logistyczne będą przegrywały z dostawami jak najbardziej bezpośrednimi. Podwyżki cen paliw (patrzcie na zmianę ceny netto a nie brutto), podwyżki energii elektrycznej oraz podwyżki płac i niedobory siły roboczej dotykają wszystkich. Każdy rozbudowany łańcuch dostaw, składający się z wielu ogniw, z których prawie każde rośnie w cenę, będzie się za chwilę łamał. Jak widać po cukrze detaliści (markety) wolą raczej zaryzykować czasowy brak towaru, niż jako pierwsi podnieść jego cenę w newralgicznym momencie sezonu. Dlatego już teraz widać, że rywalizację o rynek wygrają ci, którzy jako pierwsi zorganizują tańsze modele dostaw owoców do sklepów. Ostatnio rozmawiałem z prezesm dużej firmy transportowej, który osobiście jechał ciężarówką do klienta. Braki kierowców są tak duże, że jest problem z wykonywaniem wszystkich podpisanych umów. Ich pensje w transporcie międzynarodowym rosną tak szybko, iż powodują znaczący odpływ pracowników z transportu krajowego, który operuje na niższych stawkach i nie może dawać tak atrakcyjnych pensji. Od dawna dostawcy posiadający własną flotę pojazdów mieli lekką przewagę w dostawach owoców do marketów nad tymi, którzy korzystają z logistyki zewnętrznej. Jednak dziś to rozjeżdża się już coraz bardziej, szczególnie na krótkich dystansach krajowych. Im więcej ogniw w łańcuchu, tym bardziej ten łańcuch dostaw trzeszczy. Im bardziej masowy towar, tym bardziej logistyka wpływa na jego cenę. Jabłka są towarem masowym o bardzo długim łańcuchach dostaw. Inflacja producencka PPI wynosi już w Polsce prawie 25%, w Niemczech ponad 30%, niewątpliwie przełoży to się za chwilę na ogromne wzrosty cen produktów na sklepowych półkach. Na rynku przetrwają tylko ci, którzy będą w stanie tak ciąć koszty aby mieć niższe ceny produktów gotowych a jednocześnie mieć pieniądze na zachowanie ciągłości produkcji, przy rosnących jej cenach. Powiązane artykuły WARTO PRZECZYTAĆOchrona i nawożenieSadownicy polują Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji? Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza... Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów? Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to... Sadownicy polują: Jak przebiega zgłaszanie i szacowanie szkód łowieckich w sadach? Braki pożywienia w okresie wiosennym skłaniają dzikie zwierzęta do opuszczania lasów i... Najnowsze artykuły
Dziś za mną ciężki dzień, nawet nie dzień a dni... Jakby to powiedział mój ukochany Kubuś Puchatek : "Jagulary zawsze tak robią, wołają: Pomocy! Pomocy!, a kiedy patrzy się w górę, zlatują na dół na tego, kto patrzy." i wbijają go jednym uderzeniem w ziemię... nawet nie wiadomo kiedy i dlaczego właśnie tak. Z postaci jakie występują w powieści "Kubusia Puchatka", szczególnie bliskim bohaterem jest dla mnie właśnie Miś, który sam o sobie mówi : "Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność." Mnie czasem zrozumienie postępowania innych Ludzi wprawia w osłupienie, podcina wiarę w życzliwość i pomoc braterską... a już próba zrozumienia ich postępowania... doskonale rozumiem Puchatka. Dziś, żeby mi całkiem ręce nie opadły postanowiłam wzmocnić się kolorami - czerwień podobno pobudza do działania, a żeby oddać klimat dzisiejszego nastroju sięgnęłam po świece o zapachu owocu granatu ( który samą nazwą rozrywa człowieka od środka - ironia losu? ) ale z zapachem czarnej porzeczki działa na mnie jak balsam na zranione serce. Bo z Ludźmi to jak z pszczołami : "Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo." a w tym przypadku o którym tu mowa : "Myślę i myślę, i teraz już wiem, że to jest bardzo zły gatunek pszczół." Dobranoc moi mili, niech przyśni się Wam garnczek miodku, tego Wam i sobie życzę tak na osłodę życia.
To bzykanie coś oznacza. Takie bzyczące bzykanie nie bzyka bez powodu. Jeżeli słyszę bzykanie, to znaczy, że ktoś bzyka, a jedyny powód bzykania, jaki znam, to ten, że się jest pszczołą. Najnowszy zapach odDKNY - Nectar Love to kwintesencja jakże znaczącego momentu w życiu każdego z nas. Momentu, w którym spojrzenia krzyżują się, a świat drży...Nuty głowy: grejpfrut, nektarynka, mandarynka, żółta frezja i solar notes (słoneczne nuty).Nuty serca: mirabelka, konwalia i bazy: wosk pszczeli, wanilia, cedr, neroli i piżmo. Każdy miesiąc pachnie inaczej: kwiecień kwaskowatym rabarbarem i konwaliami, czerwiec słodkimi truskawkami i świeżą trawą a wrzesień jabłkami i pierwszymi różami. A jak pachnie listopad? Czy zimną i mokrą ziemią? A może chryzantemami i woskiem palących się zniczy? Nie! Listopad to zapach miodu, mocnej herbaty z cytryną lub sokiem malinowym i pierwsze ciężkie, korzenne perfumy, które wyciągam z szafy gdy tylko odejdzie lato. DKNYNectar Love otula skórę delikatną mgiełką słodyczy, ale wbrew nazwie wcale nie jest to miód, tylko upajająca woń kwiatu lipy i żółtej frezji z delikatnym piżmowym akcentem. Mimo całej swojej słodyczy jest przyjemny i lekki, może nawet zbyt lekki, ponieważ trzyma się blisko skóry i nie grzeszy trwałością (u mnie maksymalnie 6-7 godzin). DKNYNectar Love nie jest zapachem niesztampowym, nie jest też wyjątkowo oryginalny. A mimo to sięgam po niego z przyjemnością. Jest miły i ciepły niczym mały, pluszowy niedźwiadek, do którego przytulam się w zimny, jesienny jak mawiał Puchatek: "Jeżeli wszystko jest miodem, a ja jestem tym, co zjem, więc jestem zrobiony z miodu... a życie jest bardzo słodkie" Kuszące, odurzające, uzależniające... Oto cały DKNYNectar Love. Zapach nie tylko dla Misiów z Bardzo Małym Rozumkiem ;)
No i cóż... tym razem postanowiłem zatytułować post cytatem największego filozofa pszczelarstwa - Kubusia Puchatka - który w jednym zdaniu zawarł wszystkie wątpliwości pszczelarstwa. Bo faktycznie, po krótkich, tegorocznych doświadczeniach mam bardzo dużo - ciekawych dla mnie - obserwacji na temat półdzikich pszczół rojowych, jakie udało mi się kupić. Pierwsza sprawa jaką zobaczyłem, to niesamowity rozwój rodzin. Pszczoły są "kopalnią wosku" i mają niesamowitą witalność... Po otwarciu daszka mają tyle świeżej woszczyzny, że nie mają czasu "pomalować" jej na żółto... Po tygodniu czy 10 dniach, pół korpusu białego wosku to norma. A pszczoły chyba mnożą się przez podział, bo nie wiem skąd tyle pszczół mogłoby się pojawić... Jak ja to widzę to ciężko byłoby im zdążyć przejść cały cykl rozwoju czerwiu... a jednak! Druga sprawa to półdziki charakter pszczelego Feng Shui. Te pszczoły nie dają się utrzymać w ramkach bez węzy! Prawdopodobnie jest to skutek wyjątkowej dynamiki... po prostu nie ma kiedy prostować tego co zaczną wyginać. Zanim zaglądnę do ula one mają już rozpoczęty trzeci, albo i czwarty plaster. A jak wiadomo z każdym kolejnym krzywizna się pogłębia. W każdym razie zaostrzone w szpic ramki nie stanową dla nich żadnej bariery. Oczywiście zaczynają na tym szpicu, ale potem robią co im w duszy gra. To może i jest pewna wada, bo tracę zalety pracy w ulu ramkowym, ale cóż - skoro są na czystym wosku, na moich ramkach i w moich korpusach to jak wszystko polepią powiem : "trudno". Będę pracował korpusami, a nie ramkami i tyle. Oczywiście utrudni mi to tworzenie odkładów, miodobranie, przeglądy... Ale trudno - skoro mają czysty wosk, to muszę zaakceptować ich inżynierską fantazję i zobaczyć jak się pracuje z taką półdziką zabudową. Ciekawe tylko kiedy pszczoły się uspokoją z tą budową. W zeszłym roku moje pszczoły budowały nawet jeszcze we wrześniu - być może te, z racji innej "rasy", będą kończyć budowę wcześniej. Pożyjemy zobaczymy. O instynkcie obronnym tej pszczółki pisałem już wcześniej. Ale ta pszczoła na prawdę nie jest "zła". Po prostu udało mi się ją zdenerwować... Nie jestem z tego dumny, ale takie postępowanie, jakie opisywałem, uznałem za konieczność w celu rozmnożenia pszczółek i zejścia ze starych ramek. Nie dalej jak wczoraj byłem zawieźć parę moich uli do pszczelarza, od którego kupowałem rodziny, licząc na to, że odbiorę je zapszczelone rójkami za jakiś czas... I choć staliśmy i rozmawialiśmy długo w bliskim oddaleniu od jego pasieki (nawet 2 - 3 metry od najbliższego ula), żadna pszczoła mnie nie użądliła. Jak widać kiedy mają stabilne środowisko ("swój" nienaruszony dom i czerwiącą matkę) to nie w głowie im żądlenie! Niestety z uwagi na to, że pszczoły tak mocno zdenerwowałem - jak już pisałem w poście poprzednim - dały się we znaki sąsiadom. Po jednym z użądleń, których w ostatnich 3 tygodniach było sporo więcej niż przez ostatnie 2 lata, sąsiadka z mocną opuchlizną trafiła do lekarza, który wystraszył ją historiami o zagrożeniu życia i opowieściami, że przy kolejnym użądleniu może być źle. Na skutek tego pszczoły muszą zniknąć całkowicie spod domu... Cóż... Zapszczeliłem już pasieczysko nr 3 (4 małe rodziny, w tym jeden pakiet ze starą matką i jedna z rójek, która niespodziewanie wyszła z ula), lada dzień zapszczelę pasieczysko nr 4 (4 rodzinki weselne wzmocnione pszczołą z nalotów po usunięciu największych uli, a także 2 nowe odkłady), a pasieczysko nr 1 niestety przestanie istnieć. Mam nadzieję, że nie na zawsze, ale muszę się z tym liczyć... Moja pszczoła według mnie jest dość miodna. Z pierwszego miodobrania (a pożytki wiosenne - w tym rzepak - jeszcze trwają), czyszcząc stare ramki, wziąłem już więcej miodu niż za cały poprzedni rok. Oczywiście czyściłem ramki pozbawione czerwiu i praktycznie do zera, a rodziny (jako że nie miały czerwiu i dopiero wychowywały matki) dostały tylko trochę syty na start. Pozbawiłem je więc tego żelaznego zapasu, który mieć powinny, ale z drugiej strony pogoda i pożytki dopisują, a z racji braku czerwiu rodziny nie wymagają też tak wiele pokarmu. Trzymam rękę na pulsie i w razie potrzeby dostaną kolejną porcję przerobionego pokarmu, albo trochę ciasta cukrowego. W jakiejś części pewnie też ten "miód" jest zafałszowany, bo na starych ramkach było trochę przerobionego syropu cukrowego. Ale trudno. Ten miód nie jest na sprzedaż, na mój smak nie czuć w nim zafałszowania - a ... "darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby". Niewątpliwie rojliwość tej pszczoły jest znaczna. Pan od którego brałem rodziny powiedział, że z około 25 - 30 rodzin, jakie stale utrzymuje, ma z reguły 45 - 50 rojów rocznie. Czyli średnia to prawie dwa roje na rodzinę rocznie... I muszę przyznać, że u mnie - nie wiem skąd, jak i dlaczego - też wyszły co najmniej 2 rójki! Obydwie złapałem, mam nadzieję, że mają się dobrze, bo wywiozłem je poza pasiekę. Może nie uciekły? Nie wiem dlaczego te rójki wyszły... rodziny ze starymi matkami nie są potężne, a macierzaki nie miały czerwiu, zostały osłabione zabraniem części pszczoły, a teoretycznie matki nie podjęły jeszcze czerwienia... Mimo to rójki wyszły. Czy wyszło ich więcej? Nie wiem... Niech idą w świat, jeżeli tylko mają na to ochotę! Byle tylko trafiły do pszczelarza-trzymacza, który zachowa te matki przy życiu, bo naprawdę warto! W zeszłym roku nie miałem tak fantastycznych pszczół!